(...) jeśli naszym celem jest posiąść umiejętności wykraczające ponad przeciętną, samo zbieranie doświadczenia nam nie wystarczy.
Ważne jest krytyczne podejście do swych umiejętności. Ten, kto uważa, że jeździ bezbłędnie, sam uniemożliwia sobie rozwój. Dopiero mentalne dopuszczenie możliwości, że w naszych umiejętnościach są braki otwiera nam możliwość podwyższania kompetencji.
Artykuł fajny (polecam filmy), ale cały blog bardzo dużo daje, jeśli ktoś ma ochotę czegoś się nauczyć, a gdyby bloga było mało, to jest książka ("Superkierowca: jak jeździć bezpiecznie w każdych warunkach" wyd. RM). Polecam, nie mając na myśli nikogo konkretnego. ;)
A na deser Hubert Raptowny - taki gość, co na Vmax czy jakimś innym Telemoto jeździ na motocyklu bez trzymanki na jednym kole i dodatkowo palcem od nogi dłubie w nosie.
Gratuluje wywołania tematu. Warto poświęcić trochę czasu na samodoskonalenie umiejętności.
W ostatni czwartek jechałem z W-wy na Wybrzeże i na przebudowanej 10-ce (teraz przejazd z W-wy do Gdyni korzystając z A1 trwa niecałe 4 godziny), zauważyłem jak wielu kierowców nie potrafi wyprzedzać pomimo posiadania znacznej mocy pod maską.
Rzucę kilka przykładowych błędów: za bliskie podjeżdżanie do wyprzedzanego auta, brak użycia odpowiedniego biegu, spóźnione rozpoczęcie wyprzedzania, brak obserwacji w lusterku wstecznym, niewykorzystywanie naturalnego ukształtowani drogi, podejmowanie ryzyka gdy brak jest odpowiedniej widoczności, niepotrzebna jazda w kolumnach.
To tylko kilka błędów jakie nagminnie spotkać można na naszych zatłoczonych drogach.
Marka: Dacia
Model: Duster 4X2
Silnik: 1,5 dCI 110 KM
Rocznik: 2011
Wersja: Laureate Pomógł: 7 razy Dołączył: 01 Mar 2009 Posty: 846 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-10-23, 18:43
chriskb napisał/a:
Rzucę kilka przykładowych błędów: za bliskie podjeżdżanie do wyprzedzanego auta, brak użycia odpowiedniego biegu, spóźnione rozpoczęcie wyprzedzania, brak obserwacji w lusterku wstecznym, niewykorzystywanie naturalnego ukształtowani drogi, podejmowanie ryzyka gdy brak jest odpowiedniej widoczności, niepotrzebna jazda w kolumnach.
To tylko kilka błędów jakie nagminnie spotkać można na naszych zatłoczonych drogach.
Święte słowa
Dzięki temu, że mam Dusterka to kompletnie "uciekłem" z zatłoczonych dróg na lokalne
Marka: Dacia
Model: Duster 4x2
Silnik: 1,6 LPG
Rocznik: 2011
Wersja: Laureate Pomógł: 1 raz Dołączył: 24 Sie 2011 Posty: 144 Skąd: Kraków
Wysłany: 2011-10-24, 08:42
chriskb napisał/a:
bebe,
Gratuluje wywołania tematu. Warto poświęcić trochę czasu na samodoskonalenie umiejętności.
W ostatni czwartek jechałem z W-wy na Wybrzeże i na przebudowanej 10-ce (teraz przejazd z W-wy do Gdyni korzystając z A1 trwa niecałe 4 godziny), zauważyłem jak wielu kierowców nie potrafi wyprzedzać pomimo posiadania znacznej mocy pod maską.
Rzucę kilka przykładowych błędów: za bliskie podjeżdżanie do wyprzedzanego auta, brak użycia odpowiedniego biegu, spóźnione rozpoczęcie wyprzedzania, brak obserwacji w lusterku wstecznym, niewykorzystywanie naturalnego ukształtowani drogi, podejmowanie ryzyka gdy brak jest odpowiedniej widoczności, niepotrzebna jazda w kolumnach.
To tylko kilka błędów jakie nagminnie spotkać można na naszych zatłoczonych drogach.
Nie wspomniałeś o "kierunkowskazowstręcie" :) Taka polska przypadłość
Marka: Dacia
Model: Duster 4x2
Silnik: 1,6 LPG
Rocznik: 2011
Wersja: Laureate Pomógł: 1 raz Dołączył: 24 Sie 2011 Posty: 144 Skąd: Kraków
Wysłany: 2011-10-24, 08:48
A tak na serio. Zawsze gdy pojawi się mróz jadę w odludne miejsce, żeby przypomnieć sobie chamowanie z poślizgiem, wyczuć kiedy już sunę, kiedy jeszcze chamuję, jak odbić, czy może lepiej nie odbijać itd. Tak żeby nie być niczym zaskoczonym jak dojdzie do niebezpiecznej sytuacji na drodze.
Dusterkiem tym bardziej pojadę bo to pierwsza nasza zima razem!!
Dla mnie zimą szczególnie zwracam uwagę na dostosowanie prędkości i odstępu do warunków (można sobie wtedy poćwiczyć "techniki związane z ecodrivingiem, na przykład umiejętność przewidywania wydarzeń na drodze, przekładająca się na równomierność jazdy"). IMHO lepiej unikać sytuacji, w których może coś nas zaskoczyć.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Beckie 2011-10-24, 12:04, w całości zmieniany 1 raz
... gdy pojawi się mróz jadę w odludne miejsce... żeby nie być niczym zaskoczonym jak dojdzie do niebezpiecznej sytuacji na drodze.
... to pierwsza nasza zima razem!!
mam to samo punciaka miałem opanowanego, ale to inna masa/moc, no i zakładałem tylko dwie zimówki
A tak na serio. Zawsze gdy pojawi się mróz jadę w odludne miejsce, żeby przypomnieć sobie chamowanie z poślizgiem, wyczuć kiedy już sunę, kiedy jeszcze chamuję, jak odbić, czy może lepiej nie odbijać itd. Tak żeby nie być niczym zaskoczonym jak dojdzie do niebezpiecznej sytuacji na drodze.
Dusterkiem tym bardziej pojadę bo to pierwsza nasza zima razem!!
Marka: Jeep
Model: Grand Cherokee
Silnik: 4.7 V8
Rocznik: 2004 Pomógł: 26 razy Dołączył: 02 Sie 2010 Posty: 2384 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-11-02, 16:09
To teraz, dla odmiany, niesamodzielny trening kierowcy. :)
26 listopada w Warszawie pan prowadzący bloga Superjazda organizuje indywidualne jazdy i szkolenie z jazdy defensywnej i okolic. Polecam, bo to czadowa sprawa, a normalnie coś takiego kosztuje kupę kasy. Pan prowadzący bloga na co dzień pracuje w Szkole Jazdy Renault, na którą to szkołę spoglądam ostatnio łakomym okiem, więc dla mnie - jak znalazł. :) Ewentualnym chętnym polecam zapoznanie się z wpisami na blogu, żeby nie zawracać sobie głowy tłumaczeniem podstaw.
Marka: Dacia
Model: Duster 4x2
Silnik: 1,6 LPG
Rocznik: 2011
Wersja: Laureate Pomógł: 1 raz Dołączył: 24 Sie 2011 Posty: 144 Skąd: Kraków
Wysłany: 2011-11-04, 08:51
Trening czyni mistrza! Ale tak na serio, trzeba zawsze mieć się na baczności, znać swój samochód i swoje reakcje. Nie jesteśmy sami na drogach i nie wszystko od nas zależy. To, że sobie coś potrenuję, sprawdzę jak chodzi może niezbyt mi pomoże, ale może dać czasem ułamek sekundy szybszą reakcję, a co to oznacza to nie muszę nikomu pisać. Kiedyś całe studia trenowałem judo, wszyscy mówili po co ci to i tak wyglądasz jak czołg i nikt cię nie zaczepi, ale jak wyłożyłem się na motocyklu (czasy dawne, bez ochraniaczy i innych cuów) odruchowo właściwie ułożyłem ręce i ich nie połamałem podpierając się. Czasem wiedza zbierana całe życie może przydać się tylko raz, ale uważam że warto. Tak więc na drogi, do szkółek! Doszkalajcie się jak się tylko da! Nie odkładać tego na jutro. Nie wmawiać sobie, że przecież całkiem dobrze jeżdżę.
Kiedyś całe studia trenowałem judo, wszyscy mówili po co ci to i tak wyglądasz jak czołg i nikt cię nie zaczepi, ale jak wyłożyłem się na motocyklu (czasy dawne, bez ochraniaczy i innych cuów) odruchowo właściwie ułożyłem ręce i ich nie połamałem podpierając się.
Zgadza się :) Wytrenowane odruchy/reakcje zostają zapisane na stałe i w nieoczekiwanym momencie mogą się wielce przydać.
Dla mnie zimą szczególnie zwracam uwagę na dostosowanie prędkości i odstępu do warunków (można sobie wtedy poćwiczyć "techniki związane z ecodrivingiem, na przykład umiejętność przewidywania wydarzeń na drodze, przekładająca się na równomierność jazdy"). IMHO lepiej unikać sytuacji, w których może coś nas zaskoczyć.
Jakbym sam siebie słyszał. Trenować można i co tam jeszcze.
Ale przede wszystkim przewidywać.
_________________ Bądź ostrożny na drodze. Szanuj życie swoje i innych.
Marka: Skoda / VW
Model: Rapid / Up!
Silnik: 1,0 TSI / 1,0 MPI
Rocznik: 2019/2017 Pomógł: 11 razy Dołączył: 24 Maj 2010 Posty: 814 Skąd: Poznań
Wysłany: 2011-11-06, 15:42
Jak zdałem prawo jazdy, to sobie co piątek wieczorem jeździłem na godzinę na wielki plac zasypany śniegiem. Może się to komuś wyda dziwne, ale wyeliminowanie samego odruchu wciskania hamulca przy poślizgu zajęło mi z 2-3 takie wieczory.
_________________ Było Sandero Stepway 1,6MPI + LPG 2010 i Logan MCV 1,6MPI + LPG 2012
Marka: Jeep
Model: Grand Cherokee
Silnik: 4.7 V8
Rocznik: 2004 Pomógł: 26 razy Dołączył: 02 Sie 2010 Posty: 2384 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-11-06, 22:15
matucha napisał/a:
Jak zdałem prawo jazdy, to sobie co piątek wieczorem jeździłem na godzinę na wielki plac zasypany śniegiem.
Czasy, kiedy można było tak robić, przynajmniej w Warszawie minęły bezpowrotnie. :( Teraz praktycznie 10 minut po tym, jak zacznie padać śnieŋ, przed każdym sensownym placem ustawia się kolejka chętnych do ślizgania. :|
matucha napisał/a:
Może się to komuś wyda dziwne, ale wyeliminowanie samego odruchu wciskania hamulca przy poślizgu zajęło mi z 2-3 takie wieczory.
Ja w tym nie widzę nic dziwnego, ale ja truskawki cukrem... ;)
Jazda defensywna prezentuje inne podejście do zagadnienia - zamiast trenować zachowanie w sytuacjach awaryjnych, nie dopuszczać do sytuacji awaryjnych, czyli przewidywać (przypominam, że nie sztuką jest przewidywać przyszłość; sztuką jest przewidywać trafnie ;), myśleć za innych uczestników ruchu, planować parę ruchów naprzód. Co oczywiście nie przeszkadza w uczeniu zachowania się w sytuacjach awaryjnych, bo zawsze lepiej coś umieć i nie potrzebować, niż potrzebować i nie umieć.
Marka: Jeep
Model: Grand Cherokee
Silnik: 4.7 V8
Rocznik: 2004 Pomógł: 26 razy Dołączył: 02 Sie 2010 Posty: 2384 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-11-28, 22:06
I po Dniu Otwartym. Powiedzieć, że 1,5 godziny jazdy z Wojtkiem mi dużo dało, to nic nie powiedzieć. :] Każdy uczestnik szkolił się indywidualnie z wybranych przez siebie zagadnień, więc dla ciekawych - szkolenie na moim przykładzie.
Dla mnie najbardziej palącym problemem była kompensacja stresu przy pomocy wyrażeń nieparlamentarnych. Innymi słowy - na głupotę współużytkowników dróg reagowałem śląc w ich kierunku piętrowe wiąchy. :] Co samo w sobie nie jest niczym złym, dopóki jeździ się samemu, a nie z trzyletnią córką. ;) Przy okazji wyszło też, że zbyt wiele uwagi poświęcam zachowaniu współużytkowników dróg - mam reagować na ich zachowanie, bez szczegółowej analizy domniemanych przyczyn, wpływu prawdopodobnego pochodzenia na poziom kultury kierowcy, zawodu matki, babki i prababki, itp. Również adresowanie wszystkich per "ten patafian", np. "a ten patafian czemu bez świateł jedzie" albo "co też ten patafian wyczynia" jest wykluczone. ;) Czemu bluzgi są złe? Pomijając pion moralny Majki - bo poddawanie się emocjom powoduje wyrzut adrenaliny i ustawianie się w pozycji "uciekaj/walcz", co może było fajne przy napotkaniu tygrysa szablastozębnego, ale obecnie sprawia, że (na czas działania adrenaliny) staję się gorszym kierowcą. Czyli tak naprawdę działam na swoją szkodę. Z kolei analizowanie zachowań współuczestników dróg samo w sobie może dostarczyć pożytecznych informacji (np. pan idący poboczem i machający wesoło torebką być może jest pijany, stopa nad hamulec i ominąć szerszym łukiem), ale rozwodzenie się nad przymiotami intelektu wspomnianych zwyczajnie marnuje moje moce przerobowe, które mógłbym zużyć na bardziej pożyteczne rzeczy, w rodzaju obserwacji czy przewidywania.
Rzeczą, która wyszła w czasie jazdy, okazało się moje dopieszczone niemal do ideału hamowanie silnikiem. :| O ile samo hamowanie silnikiem nie jest niczym złym (dopóki robisz to w zaciszu domowym na playstation ;), o tyle w ruchu drogowym ma jedną poważną wadę - hamując (tylko) silnikiem nie sygnalizuję światłem stopu rozpoczęcia hamowania. A to już proszenie się o kłopoty. Rozwiązania są dwa: albo zwalnianie rozpoczynać od lekkiego wciśnięcia hamulca, żeby błysnąć światami stop, ale z tym będzie ciężko, bo mam już odruch, poza tym nie mam wolnej stopy, bo przy redukcji wyrównuję gazem obroty, albo nauczyć się w końcu heel-and-toe. ;)
Po wjechaniu do miasta pięknie wyszedł ze mnie "warsiawiak", czyli zmiana pasa poprzedzona co prawda obserwacją, ale już nie sygnalizacją - sygnalizuję zmianę pasa a nie zamiar zmiany pasa, bo, jak każdy "warsiawiak" wie, wroga nie informuje się o swoich zamiarach. ;D Przy okazji walki z tym nawykiem Wojtek sprzedał mi czadowy patent: mianowicie, czy zdarzyło Wam się kiedyś jechać jako pierwszy w kolumnie znajomych, albo holować kogoś? Jak wtedy sygnalizujecie swoje zamiary? ;) Oczywiście w taki sposób, żeby jak najwyraźniej i najbardziej jednoznacznie poinformować przyjaciół o swoich zamiarach. A teraz zadanie z gwiazdką: sygnalizować swoje zamiary wszystkim kierowcom, jakby to byli wspomniani przyjaciele! :] W warunkach warszawskich brzmi to jak szaleństwo, ale kiedy sobie wyobraziłem, jak by to wyglądało, gdyby wszyscy/większość tak się zachowywała... :D Piknie by było, panocku, piknie!
(Przy okazji zabłysnąłem wiedzą, jak pomóc "TIRowi" dać się wyprzedzić. Dzięki, KaS602! ;)
W miarę, jak spadała mi "napinka" i mijał czas, popełniałem coraz więcej błędów i moja lista rzeczy do poprawienia stawała się coraz dłuższa, ale to już temat na zupełnie inną bajkę... :)
Spotkanie dało mi bardzo dużo - po pierwsze, mam piękną listę zagadnień, nad którymi mogę pracować. Po drugie - nieprawdopodobnie inspirująca jest sama rozmowa z człowiekiem, który wie, co i dlaczego robię za kierownicą. :) Po trzecie - budujące jest, że w naszym kraju są ludzie, którzy uważają, że kat. B to nie jest absolutny szczyt możliwości i potem wystarczy dużo jeździć, żeby zostać geniuszem. :]
Z miłych akcentów - uczestnik sesji po mnie przyjechał śliczną, czerwoną Dacią Logan. :) Naturalnie napadłem go z ulotką, ale okazało się, że forum zna i czyta, tylko po prostu nieoklejony. :) Niniejszym pozdrawiam. :]
PS. Kolejne Dni Otwarte będą się odbywać co jakiś czas, najprawdopodobniej następne będą Kraków i Trójmiasto. Oczywiście dam znać, jak coś będzie wiadomo.
O ile samo hamowanie silnikiem nie jest niczym złym (dopóki robisz to w zaciszu domowym na playstation ;), o tyle w ruchu drogowym ma jedną poważną wadę - hamując (tylko) silnikiem nie sygnalizuję światłem stopu rozpoczęcia hamowania.
O to, to, strasznie denerwujące to jest, a jeszcze bardziej taki przypadek jak dzisiaj: jadący przede mną mercedes, który jak gdyby nigdy nic, skręcił sobie bez kierunkowskazu. Nie wiem nawet czy na sekundę wcisnął hamulec. Skręcałam w tę samą ulicę, więc nie pędziłam a raczej nieco zwalniałam, ale miałam wielką ochotę go "obtrąbić". Zachowałam jednak spokój, może przez to że pora wczesna była ;)
Często skręcam w tę ulicę prawie nie zwalniając (bo taki po łuku zakręt), ale zawsze wtedy sprawdzam w lusterku wstecznym, czy ktoś za mną nie jedzie, bo od tego zależy, w jaki sposób ten manewr wykonuję.
Sama, gdy zaczęłam częściej używać/doskonalić hamowanie silnikiem, zaczęłam w pewnym momencie mieć świadomość, że za mną też jadą kierowcy i jednak - ciężko, bo ciężko - trzeba użyć hamulca ;)
Marka: Daćka i "łopel"
Model: Duster 4X4
Silnik: 1,5 dCi
Rocznik: 2011
Wersja: Laureate Pomógł: 6 razy Dołączył: 22 Lis 2010 Posty: 912 Skąd: z Powołania ;-P
Wysłany: 2011-11-30, 15:56
bebe napisał/a:
hamując (tylko) silnikiem nie sygnalizuję światłem stopu rozpoczęcia hamowania. A to już proszenie się o kłopoty.
Osobiście nie widzę problemu. Hamowanie silnikiem nie jest gwałtowne - oczywiście prawidłowo wykonane. Przy przeciętnych odstępach, przy przeciętnej obserwacji drogi przed sobą chyba każdy przeciętnie widzący kierowca zauważy zmniejszanie się dystansu dostatecznie wcześnie. Oczywiście nie piszę o dzikim hamowaniu silnikiem typu z VI (120 km/h) bezpośrednio na II (i spalone sprzęgło ) tylko o normalnej redukcji - zdejmujesz nogę z gazu i jak obroty spadają do 1500 lub trochę niżej to chodzisz o jeden bieg w dół. Przynajmniej ja tak robię. A jak muszę prędzej wytracić prędkość to mam taki pedał pomiędzy sprzęgłem z lewej i gazem z prawej . Po naciśnięciu samochód zaczyna szybko zwalniać
A jeśli inni nie zauważą normalnego, spokojnego wytracania prędkości, to błyskanie światłami stopu też nic nie da - dostaniesz w pupę tyle, że z zaciśniętymi hamulcami - w efekcie większe szkody .
P.S. Na takich co to nie patrzą na drogę bardzo skuteczny jest solidny hak Parę razy to widziałem. Zwykle ten z tyłu zostawał na jezdni roniąc płyny "życiowe" a ten z przodu wychodził, obsobaczał "patafiana" i spokojnie odjeżdżał
Ostatnio zmieniony przez ajax 2011-11-30, 15:57, w całości zmieniany 1 raz
Hak to nie panaceum na uderzenie z tyłu. Jest on sztywny i do czegoś przymocowany - to "coś" przejmuje całą energię omijając strefy zgniotu. Widziałem np. Punto z zapadniętym dachem - po uderzeniu w hak.
Marka: Jeep
Model: Grand Cherokee
Silnik: 4.7 V8
Rocznik: 2004 Pomógł: 26 razy Dołączył: 02 Sie 2010 Posty: 2384 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-12-01, 15:51
ajax napisał/a:
A jeśli inni nie zauważą normalnego, spokojnego wytracania prędkości, to błyskanie światłami stopu też nic nie da - dostaniesz w pupę tyle, że z zaciśniętymi hamulcami - w efekcie większe szkody .
Pozwolę sobie się nie zgodzić. :) Po pierwsze: błyskanie światłami jest jednak bardziej zauważalne niż nie błyskanie, bo pierwotna warstwa ludzkiej natury reaguje na ruch (zmianę). Po drugie: wiadomo, że dla 99% populacji kierowców owo błyskanie nie jest konieczne; błyskam, żeby uchronić się przed strzałem od pozostałego 1%. Po trzecie: defensywna technika jazdy, jak sama nazwa po trosze wskazuje, zakłada, że otaczają Cię ślepi, głusi, pijani ignoranci, w związku z czym w Twoim dobrze pojętym interesie jest zrobić wszystko, żeby Cię nie trafili. ;) Po czwarte: w jeździe defensywnej nie chodzi o to, żeby nie mieć wypadku ze swojej winy, tylko żeby nie mieć wypadku, kropka. Oznacza to często myślenie za innych uczestników ruchu i ustępowanie głupszym. Po piąte: nikła to pociecha, że ktoś mi wjechał w zad i to jego wina - przy założeniu, że nic nikomu się nie stało, nadal oznacza to konieczność naprawy, załatwianie, czekanie na samochód, itp. Pociecha, że to nie z mojej winy, jest marna.
Marka: Daćka i "łopel"
Model: Duster 4X4
Silnik: 1,5 dCi
Rocznik: 2011
Wersja: Laureate Pomógł: 6 razy Dołączył: 22 Lis 2010 Posty: 912 Skąd: z Powołania ;-P
Wysłany: 2011-12-03, 11:08
eplus napisał/a:
Hak to nie panaceum na uderzenie z tyłu. Jest on sztywny i do czegoś przymocowany - to "coś" przejmuje całą energię omijając strefy zgniotu. Widziałem np. Punto z zapadniętym dachem - po uderzeniu w hak.
Zgoda, nie panaceum. Ale trochę pomaga. I ten dodatkowy "walor wychowawczy"
@bebe - nie neguję stanowiska. Zgoda na myślenie za innych, zgoda na działania (każde działania) poprawiające bezpieczeństwo. Ale pewnej grupy ludzi nic nie nauczy poza "bólem" portfela. Mam takich "interesantów" każdego dnia. Tłumaczysz jakie dokumenty ma złożyć = nie dociera. Umożliwiasz doniesienie, czy wypisanie na miejscu = mają pretensje. Za miesiąc składają kolejne papiery = dalej nie składają tych samych dokumentów. Po odesłaniu i stratach finansowych zaczynają składać. Gdy chcesz pomóc źle, gdy dasz po łapach dobrze. Chyba Piotr I Wielki używając kija wobec bojarów miał trochę racji
Ostatnio zmieniony przez ajax 2011-12-03, 11:14, w całości zmieniany 1 raz
Marka: Chevy
Model: Aveo
Silnik: 1.2
Rocznik: 2009 Pomógł: 31 razy Dołączył: 15 Mar 2009 Posty: 2944 Skąd: Śląsk
Wysłany: 2011-12-03, 11:14
Hak pomaga przy stosunkowo lekkich uderzeniach, przy niewielkich prędkościach. Jak ktoś przyłoży ostrzej w dupe to ucierpi płyta podłogowa (widziałem takie cuś u blacharza). Stąd chyba idea zdejmowanych haków holowniczych
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum